Lekcja o skutecznym zarządzaniu zespołem

1593077111382

To będzie lekcja historii, przywództwa i tego, jak skutecznie zarządzać zespołem, szerzej – jak skutecznie zarządzać powierzonym potencjałem. Wnioski z tej historycznej opowieści będą jak najbardziej współczesne. Mam nadzieję, że mądre i pomocne w codziennym działaniu.

Bez wchodzenia w zbędne szczegóły. Mamy rok 1605. Pod miejscowością Salaspils, jakieś 25 km na południowy wschód od współczesnej Rygi, stolicy Łotwy obozem stanął, używając dzisiejszych określeń polski COO (ang. Chief Operating Officer) wraz ze swoim zespołem.

Jego team liczy trochę ponad 3000 osób, dobrych specjalistów w swoim rzemiośle. 

Po drugiej stronie wzgórza swój obóz rozstawił szwedzki CEO, owner & founder w jednej osobie. Przyprowadził ze sobą blisko 12 000 najwybitniejszych fachowców ówczesnego świata. Lękała się ich cała Europa, cały ówczesny świat. Mówiąc językiem młodzieży, nie było na nich bata. 

Stan gry był taki. Szwedzi mieli blisko 4 krotną przewagę. We wszystkim, co się da zmierzyć, w liczebności, uzbrojeniu, w mierzalnych parametrach stanowiących o konkurencyjnej przewadze. W zasadzie polski COO powinien wyjść, ukłonić się w pas i poddać. Na poziomie teoretycznych rozkminek był bowiem bez żadnych szans! 

Tymczasem stała się rzecz, która przeszła do historii jako przykład -niestety, trochę zapomniany, w naszym kraju wciąż niedoceniany, chociaż w bardzo wielu miejscach świata podawany jako dowód strategicznego, taktycznego i operacyjnego geniuszu polskiego przywództwa. (uczą się o nim studenci np amerykańskiej akademii wojskowej West Point w trakcie gier strategicznych, analizując jak to się stało, że to, co miało być przegrane okazało się wielkim zwycięstwem)

Co takiego sprawiło, że polski zespół pokonał posiadający nad nim absolutną i czterokrotną przewagę, szwedzki team? Historycy do dzisiaj toczą spory o szczegóły tej victorii, ale w zasadzie wszyscy są zgodni co do jednego. Decydujący wpływ na sukces miały trzy czynniki. To one spowodowały, że szwedzi „zbankrutowali” a nasi pradziadowie odnieśli triumf .

1. Motywacja

Polski COO był w niej mistrzem! Jego sposób pracy z ludźmi to doskonały przykład na to, jak dobrze układać relacje. Wspierał, rozmawiał, nagradzał ale i karał zawsze w szczery, bezpośredni sposób. Jego ludzie ufali mu i poszliby za nim w ogień. Sam dawał doskonały przykład i przestrzegał norm, zasad, których oczekiwał od innych. 

Nie był Aniołem, szorstki, czerstwy i zasadniczy w obejściu, zapewne nie wszyscy go lubili, ale wszyscy cenili. Miał autorytet zbudowany poprzez praktyczne działania. Był wiarygodny w tym co robił, jak żył. Jego metody zarządzania po prostu się sprawdzały!

Brak alternatywnego tekstu dla tego zdjęcia

2. Delegowania zadań

Budował zaufanie, ludzie mu ufali, ale i on potrafił obdarzać zaufaniem swoich współpracowników, wyznaczając im ambitne zadania, wspierając przy ich realizacji, rozliczając i mądrze stymulując przy wprowadzaniu korekt. Rotmistrzom (menedżerom) swoich chorągwi (działów) powierzał pełną odpowiedzialność za wyzwanie, uczył ich na praktycznym działaniu. Dawał i wymagał. Kiedy trzeba nagradzał, gdy trzeba karał – nagrodzony wiedział za co otrzymuje profit, karany miał pełną świadomość co zrobił nie tak.

3. Współodpowiedzialność – partycypacja

Nikt wtedy, w 1605 roku nie słyszał o turkusowym modelu zarządzania, ten pojawił się bowiem jakieś 400 lat później, ale bohater naszej opowieści, hetman Jan Karol Chodkiewicz był jego pionierem i gorącym orędownikiem. Można tak uznać bez przesadnej kokieterii. Piastując funkcję COO (hetman polny – operacyjny szef) nie umniejszał nikomu, choćby najmniejszemu – jego racji, zdania, propozycji.

Dobrze wiedzial czym jest inteligencja stada, potrafił swój zespół otwierać na równą, uczciwą i zaangażowaną współpracę.

Wprowadził w modelu swojego zarządzania przejęta od prasłowian formułę „koła”. Polegała ona na tym, że przed bitwą, towarzysze pancerni (husarze) – wszyscy, nie tylko menedżerowie – jego zespołu siadali w kole, najczęściej przy ognisku i wspólnie omawiali strategię bitwy, szukając sposobów na rozprawienia się z przeciwnikiem, problemem. Robili taką „burzę mózgów”.

Każdy mógł przedstawić swój pomysł, swoją wizję, każdy czuł się wysłuchany, każdy miał przekonanie, że jest ważny i był współgospodarzem projektu. Jakże to budowało teamspirit – chyba dla wszystkich jest oczywiste. Nic nie odbyło się na rozkaz, jako efekt niezrozumiałego, narzuconego, biurokratycznego rozwiązania. Jeśli potem zespół szedł w bój – robił to, co przepracował, wspólnie ustalił i każdy czuł się za końcowy sukces współodpowiedzialny, zaangażowany, wysłychany, doceniony, zmotywowany na maks!

Te trzy elementy zdecydowały, że w 1605 roku, na polach pod Kircholmem (dzisiejsza miejscowość Salaspils) 3000 polskich specjalistów rozniosło w puch, proch i pył czterokrotnie liczniejszy zespół wybitnych szwedzkich macherów! Szwedów poległo blisko 8000 (ponad 70% stanu osobowego), Polaków ok. 100. Pogrom. Sukces. Zwycięstwo. 

Najlepsza armia ówczesnego świata, szwedzka doborowa piechota padła, nie dała rady. Była źle zarządzania, pod rozkaz, na sztywno, nakazowo. Przewaga w mierzalnych, twardych parametrach nie wytrzymała w zderzeniu z doskonałą motywacją i współpracą.

Polski model współdecydowania i współodpowiedzialności za działanie pokonał bezduszną, proceduralną skandynawską korporację.

Przytoczona historia jest oczywiście pewnym uproszczeniem, choć wszystkie fakty się zgadzają, są prawdziwe. Chciałem poprzez tą opowieść pokazać tylko (a może „aż”) jak wielkie znaczenie, wciąż niedoceniane, zwłaszcza w polskiej „myśli menedżerskiej” – mają: dobra, rzetelnie sformatowana współpraca, współdziałanie, współdecydowanie i poczucie współodpowiedzialności za sukces, za działanie, za efekty naszej pracy.

Jesteśmy zafiksowani w poszukiwaniu zagranicznych, tzw. zachodnich wzorców przywództwa, modeli dobrego układania spraw. Tymczasem w naszej, polskiej historii są postaci, których sposób działania może inspirować i potwierdzać słuszność koncepcji. Warto po takich bohaterów sięgać, szukać w ich życiu tego, co przeniesione na współczesny grunt może się sprawdzić. 

Jan Karol Chodkiewicz, hetman polny litewski ówczesnej Rzeczypospolitej był niesamowicie sprawnym COO. Potrafił poprzez to, jak umiejętnie zarządzał, czynić prawdziwe cuda. Nie tylko militarne. Byl dobrym gospodarzem swoich dóbr, dobrym mecenasem sztuki, mentorem wielu pokoleń – używając dzisiejszych określeń – menedżerów.

Gdyby polski #turkus szukał patrona, nie znajdzie lepszej postaci 🙂 

Tak, hetman Jan Karol Chodkiewicz był turkusowy. Dzięki temu, w 1605 roku zrealizował niewykonalne i przeszedł do historii. Pokazał, nie na teoretycznym wykładzie, ale na polu walki, w realnym zagrożeniu, że turkusowa idea ma sens.

#

dr Marek Wojciechowski | psycholog biznesu

Obraz Wojciecha Kossaka – Bitwa pod Kircholmem